O godności i powołaniu kobiety.
List apostolski Jana Pawła II.

Nikt nie ma wątpliwości, że:

Godność kobiety i jej powołanie — odwieczny temat refleksji ludzkiej i chrześcijańskiej — nabrały w ostatnim okresie szczególnej wyrazistości (pkt. 1).

To zdanie rozpoczynające list apostolski do kobiet napisany przez Jana Pawła II w 1988 roku z okazji Roku Maryjnego. Ostatnie siedem tygodni poświęciliśmy na uważną lekturę tekstu, który jako pierwszy w historii był w całości poświęcony kobiecie. To, co od samego początku jest uderzające, to obecność w papieskim liście mężczyzny. Intuicja Kościoła, że życie, godność i powołanie mężczyzn i kobiet są ściśle ze sobą związane i nie można rozważać tego, co Kościół mówi o kobiecie bez rozważań o mężczyźnie jest niezwykle trafna.

Wprowadzeniem do lektury był fragment pochodzący od Papieża Franciszka, który w 2013 roku, a więc w 25 rocznicę ukazania się listu apostolskiego Jana Pawła II, napisał następujące słowa, którymi podzieliła się z nami Agnieszka:

Co znaczy to «szczególne zawierzenie» człowieka kobiecie? Wydaje mi się oczywiste, że mój poprzednik miał tu na myśli macierzyństwo. Wiele może się zmienić i rzeczywiście zmieniło się w ewolucji kulturowej i społecznej, ale zawsze pozostaje faktem, że kobieta poczyna, nosi w łonie i rodzi synów ludzkich. Papież przestrzegł jednak przed dwoma skrajnie przeciwnymi niebezpieczeństwami. Pierwsze, to sprowadzać macierzyństwo do roli społecznej, do zadania, które, choć szlachetne, faktycznie stawia na uboczu kobietę z jej możliwościami, nie docenia jej w pełni przy budowaniu wspólnoty. I to zarówno w społeczności cywilnej, jak kościelnej. A reakcją na to jest drugie niebezpieczeństwo, przeciwne: szerzenie swoistej emancypacji, która, aby zająć miejsca odebrane temu, co męskie, gubi to, co kobiece ze znamiennymi dla niego wartościowymi cechami. Chciałbym tu podkreślić, że kobieta ma szczególną wrażliwość na «sprawy Boże». Przede wszystkim pomaga nam zrozumieć miłosierdzie, czułość i miłość Boga względem nas. Kościół jest kobietą, jest matką! I to jest piękne! Musicie o tym myśleć i pogłębiać tę myśl.

Od samego początku zachwyciło nas ciągłe przypominanie, że człowiek jest całością, a mężczyzna i kobieta są wezwani do jedności. Magda dołączyła do chóru zachwyconych początkiem listu dzieląc się innym fragmentem:

Maryja — owa biblijna „niewiasta” (por. Rdz 3,15; J 2,4; 19,26) — przynależy ściśle do zbawczej tajemnicy Chrystusa i dlatego jest w szczególny sposób obecna także w tajemnicy Kościoła. Skoro zaś „Kościół jest w Chrystusie niejako sakramentem zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego”,przeto owa szczególna obecność Bogarodzicy w tajemnicy Kościoła pozwala nam myśleć o wyjątkowej więzi pomiędzy tą „niewiastą” a całą ludzką rodziną. (pkt. 2)

Czytający list apostolski mężczyźni wychwycili inny fragment, który był w ich odczuciu niezwykle mocny:

Chrystus... objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i ukazuje mu najwyższe jego powołanie (pkt. 2).

Jak napisał Andrew: "Chrystus-Człowiek tłumaczy nam samych siebie". To niezwykle interesujący punkt wyjścia wszelkich dalszych rozważań. Spójność nauki Kościoła o człowieku jest nadzwyczaj silnym świadectwem dążenia do jedności na różnych płaszczyznach. Wiele błędnych interpretacji powodujących zamęt w umysłach wiernych bierze swój początek w rozdrobnieniu i traktowaniu omawianej kwestii w izolacji, bez powiązań z ogólną refleksją i bez związków z innymi elementami całego nauczania. W ten sposób współcześni teologowie popełniają błąd metodologiczny. Omawiają jakąś kwestię patrząc z bliska jak przez lupę, w olbrzymim powiększeniu, tracąc jednocześnie z oczu bogatą, złożoną i wielowymiarową panoramę rzeczywistości. W rozważaniach o kobiecie, jej godności i roli we współczesnym świecie ten błąd pojawia się nagminnie. Wykluczenie mężczyzny z refleksji o kobiecie powoduje dysproporcje i zachwianie, a w rezultacie skutkuje brakiem zrozumienia i kobiety, i mężczyzny, a także małżeństwa i rodzicielstwa. Kobieta jest zdolna spostrzec swoją kobiecość widząc jednocześnie męskość swojego męża. Bez tego punktu odniesienia nie zrozumie siebie i swojej roli ani Bożego Planu, ani też w konsekwencji wezwania do jedności.

W rozdziale pierwszym znajdujemy kontynuację tego holistycznego podejścia:

Ludzie oczekują od różnych religii odpowiedzi na głębokie tajemnice ludzkiej egzystencji, które jak niegdyś, tak i teraz do głębi poruszają ludzkie serca: czym jest człowiek, jaki jest sens i cel naszego życia, co jest dobrem, a co grzechem, jakie jest źródło i jaki cel cierpienia, na jakiej drodze można osiągnąć prawdziwą szczęśliwość, czym jest śmierć, sąd i wymiar sprawiedliwości po śmierci, czym wreszcie jest owa ostateczna i niewysłowiona tajemnica, ogarniająca nasz byt, z której bierzemy początek i ku której dążymy (p. 3).

Osadzone w taki sposób rozważania o godności i powołaniu kobiety zyskują przynależną jej głębię i połączenie z szeroką refleksją filozoficzną, konieczną za każdym razem, gdy podejmujemy rozważania o człowieku. Integralne podejście do roli kobiety w świecie odsyła nas również do początku stworzenia. Człowieka od zawsze nurtowały jego własne początki a Pismo Święte wyraźnie mówi o tym, jak było "na początku" a następnie o "pełni czasów", w których to wydarzeniach kluczową rolę odgrywa kobieta. Na ten fragment zwróciła uwagę Magda:

Łatwo jest myśleć o tym wydarzeniu w perspektywie dziejów Izraela, ludu wybranego, którego Maryja jest córką — ale także łatwo jest o nim myśleć w perspektywie wszystkich tych dróg, na których ludzkość odwiecznie poszukuje odpowiedzi na nurtujące ją pytania, najbardziej podstawowe i ostateczne zarazem. Czyż w tym nazaretańskim zwiastowaniu nie znajduje się początek tej definitywnej odpowiedzi, poprzez którą Bóg sam wychodzi „naprzeciw niepokojowi ludzkiego serca”?Jest to jednakże nie tylko odpowiedź złożona ze słów Bożych, objawionych przez proroków, ale w odpowiedzi tej rzeczywiście „Słowo staje się ciałem" (p. 3).

Odpowiedź dana człowiekowi mogła zaistnieć w czasie tylko poprzez pokorne "tak" powiedziane przez kobietę. Kiedy Kościół wskazuje na Maryję same kobiety czasem się krzywią a czasem czują się oburzone, że za wzór do naśladowania stawia się im przed oczy idealną kobietę, poczętą bez grzechu, która z ciałem i duszą została wzięta do nieba. Ideał, który jest poza zasięgiem zwykłego człowieka. Jednak, gdy przypatrujemy się uważniej to widzimy Maryję jako kobietę, która mówiła "tak" Bogu każdego dnia. Codziennie powtarzała swoją gotowość "niech mi się stanie według słowa Twego". To jest droga świętości, którą każdy i każda z nas może podążać. Droga zgadzania się na Boże działanie w naszym życiu. Czasem mamy momenty przebłysku, udaje nam się usłyszeć Jego głos i pójść za Jego zachętą. Doświadczamy wtedy Jego niezwykłej mocy, czasem uzdrowienia, niekiedy potężnej i wyraźnej interwencji. To jest nasza droga, wydeptana śladami stóp Maryi.

W tym samym rozdziale Karolina odnalazła ciekawy fragment dla siebie, który wklejam bez edycji: "Maryja, poprzez odpowiedź wiary, wyraża swoją wolną wolę, a zatem pełne uczestnictwo swojego osobowego i kobiecego „ja” w fakcie Wcielenia." (p. 4) i dalej  "Całe działanie Boga w dziejach ludzkich szanuje zawsze wolną wolę człowieczego „ja”. To samo ma miejsce przy zwiastowaniu w Nazarecie (tamże). Ależ kruchy ten Plan Boży! A jednocześnie: Od pradawnych czasów aż do naszej epoki znajdujemy u różnych narodów jakieś rozpoznanie owej tajemniczej mocy, która obecna jest w biegu spraw świata i wydarzeniach ludzkiego życia" (p. 3). Czyli jednak sprytny ten Plan Boży. Bo odpowiedź na Boże wezwanie to najbardziej naturalna i pierwotna potrzeba człowieka.

Agnieszka na koniec rozdziału napisała tak: Tylko w Nim możemy odnaleźć nasze prawdziwe powołanie i "spełnić się". To cudowne słowa:

Każdy bowiem człowiek, mężczyzna czy niewiasta, stworzony na obraz i podobieństwo Boga, nie może spełnić się poza wymiarem tego obrazu i podobieństwa.

Tak właśnie jest, bo nasze człowieczeństwo i nasza relacja jest zanurzona w Bogu, który jest wspólnotą miłości. To z Niego bierzemy swój początek. To na Jego obraz jesteśmy stworzeni kobietą i mężczyzną, czyli jesteśmy stworzeni jako zdolni do miłości i przeznaczeni do miłości. Cały trzeci rozdział to systematyczne studium początków, Planu Bożego i naszego podobieństwa do Niego. Jest to jednocześnie syntetyczne ujęcie Teologii Ciała, którą Jan Paweł II stopniowo i metodologicznie rozwijał i ubogacał.

Stworzył... Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył: stworzył mężczyznę i niewiastę” (Rdz 1,27). Ten zwięzły tekst zawiera podstawowe prawdy antropologiczne: człowiek jest szczytem całego porządku stworzenia w świecie widzialnym; rodzaj ludzki, który bierze początek w powołaniu do istnienia mężczyzny i kobiety, wieńczy całe dzieło stworzenia; istotami ludzkimi są oboje, w równym stopniu mężczyzna i kobieta, oboje stworzeni na obraz Boga (p. 2).

Magda zauważyła, że:

W jedności dwojga” mężczyzna i kobieta są od „początku” wezwani nie tylko do tego, aby bytować «obok» siebie czy nawet „razem z sobą”, ale są też wezwani do tego, aby bytować wzajemnie „jedno dla drugiego” (por. p. 7).

"Ileż to doświadczeń w zgłębianiu tej prawdy i ciągle jeszcze ile do przepracowania. Dobrze jest czytać o tym co bliskie". Arek wyraził swój entuzjam następująco: "Do mnie też bardzo trafił ten fragment i czuję to wezwanie a nawet "przymuszenie" do pracy nad sobą, aby coraz bardziej być dla małżonki". Bycie dla siebie jako mąż i żona, bycie dla siebie darem, obdarowywanie sobą siebie nawzajem to treść naszego małżeńskiego życia. Wydaje się, że Papież zachęca nas do tego, aby być dla siebie "lekkostrawnym", to znaczy, że do moich powinności należy również dbałość o to, aby mnie było łatwiej kochać. Ten sam fragment poruszył Karolinę, która podsumowała następująco: "Być osobą na obraz i podobieństwo Boga — oznacza także bytować w relacji, w odniesieniu do drugiego „ja” (p. 7).

Czwarty rozdział to przybliżenie tematu grzechu.

Stwarzając mężczyznę i kobietę na swój obraz i podobieństwo, Bóg chce dla nich pełni dobra, czyli szczęśliwości nadprzyrodzonej, płynącej z uczestniczenia w Jego własnym życiu. Popełniając grzech człowiek odrzuca ten dar, równocześnie zaś sam chce stać się jak Bóg, znając dobro i zło (por. Rdz 3,5), czyli stanowiąc o dobru i złu niezależnie od Boga, swego Stwórcy. Grzech sprawia rozbicie tej pierwotnej jedności, jaką człowiek cieszył się w stanie sprawiedliwości pierwotnej: jedność z Bogiem jako źródło jedności wewnątrz własnego „ja” oraz we wzajemnym odniesieniu mężczyzny i kobiety (communio personarum), wreszcie w stosunku do świata zewnętrznego, do przyrody. (p. 9).

Bardzo mnie porusza fragment o tym, że Bóg chce dla nas pełni dobra czyli szczęśliwości nadprzyrodzonej. W samym naszym bycie jest zakorzenione to pragnienie naszego szczęścia. Kobieta i mężczyzna od momentu grzechu pierworodnego poszukują drogi powrotu do przebywania z Bogiem i niespokojne jest ich serce dopóki tej drogi nie odnajdą. Maryja to nowa Ewa, z którą Bóg zawiera Nowe Przymierze. Jak słusznie zauważył Andrew: "Uderzyło mnie to zdanie i fakt, że Stary Testament to przymierze tylko z mężczyznami".

U początku Nowego Przymierza, które ma być wieczne i nieodwołalne, stoi niewiasta, Dziewica z Nazaretu (p. 11).

Wszyscy prorocy Starego Testamentu, mężczyźni, byli zwiastunami tego Nowego Przymierza, które Bóg zawiera z ludzkością powierzając swoje Słowo kobiecie. W piątym rozdziale Papież zabiera nas w długą wędrówkę po kartach Biblii, zarówno Starego jak i Nowego Testamentu. Zapoznaje nas z różnymi kobietami, które odgrywały nieraz kluczową rolę w historii zbawienia, dając wyraz swojej kobiecości i niekiedy w wielkim trudzie podejmując powierzone sobie zadanie. Przechodząc do Nowego Testamentu Papież zdecydowanie stwierdza, że:

W całym nauczaniu Jezusa, podobnie jak w Jego postępowaniu, nie spotyka się niczego, co by było przejawem upośledzenia kobiety, właściwego dla Jego czasów. Wręcz przeciwnie, Jego słowa i Jego czyny wyrażają zawsze należny dla kobiety szacunek i cześć (p. 13).

Ta prawda często nam się wymyka, tracimy ją z oczu. Ewangelia dość jednoznacznie podkreśla, że nawet w sytuacji spotkania z jawnogrzesznicą Jezus ofiarowuje jej wyzwalające ją słowa prawdy. Prawdy o niej samej, o jej godności i o jej powołaniu. Niektóre współczesne interpretacje tekstów biblijnych nie są tak entuzjastyczne i poddają pod wątpliwość działanie Jezusa a jednak Słowo Boże pokazuje konsekwentny schemat: spojrzenie z miłością - prawda o grzechu - nawrócenie - udział w zbawieniu.

Karolina również podkreśla ten fragment: "Kobiety, które znajdują się w pobliżu Chrystusa, odnajdują siebie w prawdzie, jakiej On „naucza” i jaką „czyni”, nawet jeśli jest to prawda o ich własnej „grzeszności”. Czują się przez tę prawdę „wyzwolone”, przywrócone sobie, czują się umiłowane tą „miłością odwieczną”, miłością, która znajduje swój bezpośredni wyraz w samym Chrystusie" (p. 15). Kulminacją rozważań o godności kobiety mogą być następujące słowa:

Wszystkie te epizody składają się na całość bardzo przejrzystą. Chrystus jest Tym, który wie, „co w człowieku się kryje” (J 2,25), w mężczyźnie i kobiecie. Zna godność człowieka, jego cenę w oczach Boga. On sam, Chrystus, jest ostatecznym potwierdzeniem tej ceny. Wszystko, co mówi i co czyni, znajduje swoje definitywne wypełnienie w paschalnej tajemnicy Odkupienia. Odniesienie Jezusa do owych kobiet, które spotyka na drodze swego mesjańskiego posługiwania, jest odzwierciedleniem odwiecznego zamysłu Boga, który stwarzając każdą z nich, wybiera ją i miłuje w Chrystusie (por. Ef 1,1-5). Każda z nich jest przeto tym „jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego”. Każda dziedziczy od „początku” godność osoby właśnie jako kobieta. Jezus z Nazaretu tę godność potwierdza, przypomina, odnawia, czyni treścią Ewangelii i Odkupienia, dla którego został posłany na świat. Każde więc z Chrystusowych słów czy odniesień do kobiety trzeba wprowadzić w wymiar tajemnicy paschalnej. Na tym gruncie wszystko się tłumaczy do końca (p. 13).

Chrystus jest ostatecznym potwierdzeniem tej ceny - może patrzeć na nas z nieskończoną miłością, bo zapłacił za nas cenę najwyższą. Słowa o godności każdej kobiety: każda jest stworzona z miłości i umiłowana w Chrystusie. Bycie córką Boga to nasza najprawdziwsza i najgłębsza tożsamość. To źródło naszej godności i naszego powołania.

W swoich rozważaniach o kobiecie pochwyconej na cudzołóstwie Papież również umieszcza mężczyznę. Najczęściej zapominamy o roli 'współudziałowca' w grzechu. Tak przynajmniej było w czasach Jezusa i jakże klarowne jest Jego stanowisko!

Wydarzenie zapisane w Janowej Ewangelii może się powtórzyć w nieskończonej liczbie sytuacji analogicznych w każdej epoce dziejów. Kobieta jest pozostawiona samotnie pod pręgierzem opinii ze „swoim grzechem”, podczas gdy za tym „jej” grzechem kryje się mężczyzna jako grzesznik, winny „grzechu cudzego”, co więcej, jako zań odpowiedzialny. Jednakże jego grzech uchodzi uwagi, zostaje zamilczany: zdaje się nie ponosić odpowiedzialności za „grzech cudzy”! Czasem staje się on wręcz oskarżycielem, jak w wypadku opisanym, niepomny swego własnego grzechu. Ileż razy w sposób podobny kobieta płaci za swój grzech (może nawet i ona winna jest niekiedy grzechu mężczyzny jako „grzechu cudzego”) — płaci jednak ona sama i płaci samotnie! Ileż razy zostaje samotna ze swoim macierzyństwem, gdy mężczyzna, ojciec dziecka, nie chce przyjąć odpowiedzialności? A obok tylu „samotnych matek” w naszych społeczeństwach trzeba jeszcze wziąć pod uwagę te wszystkie, które — jakże często pod wielorakim naciskiem, również i ze strony winnego mężczyzny — „uwalniają się” od dziecka przed urodzeniem. „Uwalniają się”, ale za jaką cenę? Współczesna opinia publiczna usiłuje na różne sposoby „unieważnić” zło tego grzechu, jednakże normalnie ludzkie sumienie kobiety nie może zapomnieć, że odebrała życie własnemu dziecku, ponieważ nie potrafi ona zniweczyć gotowości do przyjęcia życia, wpisanej w jej ethos od „początku” (p. 14).

To jest niezwykle mocne wołanie o godność kobiety dzisiaj. O to, aby nie zostawiać kobiety samej ze swoim problemem, samotnością, rozpaczą. Kościół dopomina się o to, aby żadna kobieta nie była zostawiona samej sobie i przynagla mężczyzn do tego, aby odpowiadając na wezwanie do jedności, przez wzgląd na swoje podobieństwo do Boga i bycie stworzonym do miłości, odnaleźli w sobie zdolność i odwagę do bycia mężczyznami. Poszukiwania swojej własnej kobiecości są zaproszeniem dla każdego mężczyzny do odnalezienia swojej męskości. Utwierdzając własną tożsamość możemy jednocześnie pomóc sobie nawzajem. Jezus na kartach Ewangelii idzie jeszcze dalej i całkowicie wywraca porządek rzeczy. Nie tylko z kobietami rozmawia, nie tylko przekazuje im prawdę o Królestwie ale również to one pierwsze dowiadują się o Zmartwychwstaniu.

Od początku posłannictwa Chrystusa kobieta okazuje wobec Niego i wobec całej Jego tajemnicy tę szczególną wrażliwość, jaka stanowi cechę charakterystyczną jej kobiecości. Wypada też powiedzieć, że potwierdza się to szczególnie wobec tajemnicy paschalnej — nie tylko w momencie Krzyża, ale także o poranku Zmartwychwstania. Kobiety pierwsze są przy grobie. Pierwsze znajdują ten grób pusty. Pierwsze słyszą: „Nie ma Go tu... zmartwychwstał, jak powiedział” (Mt 28,6). One pierwsze „objęły Go” (Mt 28,9). One też naprzód są wezwane do tego, aby tę prawdę zwiastować Apostołom (por. Mt 28,1-10; Łk 24,8-11). Ewangelia Janowa (por. także Mk 16,9) uwydatnia przy tym szczególną rolę Marii Magdaleny. Ona pierwsza spotyka Chrystusa zmartwychwstałego (p. 16).

Najważniejsze wydarzenia w historii ludzkości były udziałem kobiet. Zwiastowanie i Zmartwychwstanie. Wcielenie Słowa było otulone czułością Maryi, jej zgodą, jej radością i jej ufnością. Wiadomość o Zmartwychwstaniu została zaniesiona uczniom przez kobiety w niezwykle kobiecym stylu. Bóg potrzebował kobiet, aby Jego plan się powiódł. "Wydarzenie to wieńczy poniekąd wszystko, co uprzednio zostało powiedziane na temat powierzania prawd Bożych przez Chrystusa kobietom, na równi z mężczyznami" (p. 16). Magda podsumowała: "Ten krótki rozdział czytało mi się dość emocjonalnie. Te ewangeliczne relacje spotkań Jezusa z kobietami, które przytoczył Jan Paweł uświadomiły mi, że każda z nich to w jakimś sensie historia cierpienia...i ukojenia jakie przynosi spotkanie z Jezusem. Może to i nic nowego, ale czasem można poczuć coś na nowo". Agnieszka z kolei zwróciła uwagę na wspomniane fragmenty następująco: "Nigdy nie zastanawiałam się nad traktowaniem kobiet przez Jezusa w kontekście tamtych czasów; a tu proszę...jaka ponadczasowość przenika każdą opisaną relację. Tyle w niej miłości, zrozumienia i czułości i traktowania z godnością (co rzeczywiście mogło budzić zdziwienie niektórych w tamtych czasach). Nic dziwnego bo to co oparte na Miłości jakże miałoby wyglądać?  Wskazanie "początku" i odniesienie do "pierwotnego zamysłu" uświadamia mi że zawsze trzeba powracać do źródła, do światła Boga w nas. On widzi w nas to światło, a my powinniśmy patrzeć na siebie Jego oczami."

Wielkie rzeczy uczynił mi: jest to odkrycie całego tego bogactwa, całego osobowego zasobu kobiecości, całej odwiecznej oryginalności „niewiasty” takiej, jaką Bóg chciał: osoby dla niej samej, a która równocześnie odnajduje siebie „poprzez bezinteresowny dar z siebie samej (p. 18).

Niezwykle odświeżające było nowe spojrzenie na fakt zwiastowania. To Bóg wybrał Maryję do tego najważniejszego w historii ludzkości zadania. Pewnie uznał, że tylko kobietę może poprosić o takie szaleństwo posłuszeństwa i zawierzenia. Może to mój kobiecy punkt widzenia, ale przykład niedowierzającego Zachariasza chyba potwierdza, że Boża intuicja była trafna. Godność kobiety. Całkowita wolność, aby powiedzieć Bogu "tak" i powtarzać to "tak" wiele razy w ciągu swojego życia. Od momentu zwiastowania Maryja nie widziała już nigdy w swoim życiu anioła, a przynajmniej nic o tym nie wiemy. Wystarczyło jej wiary, aby swoje "tak" donieść do końca swojego życia, nawet w obliczu zamęczonego przez ludzi bezgrzesznego Syna.

Lektura listu apostolskiego zachęciła czytelników również do sięgnięcia po Pismo Święte. Agnieszka napisała: "A we mnie wybrzmiewają słowa o tym, że nosimy w sobie "przyćmiony obraz Boga", i już wiem po co Duch Św. do nas przyszedł. Niech rozjaśnia w nas to co przyćmione. "Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem" (J14,26).

Szósty rozdział Papież poświęcił rozważaniom o dziewictwie i macierzyństwie. Niezwykle aktualne są słowa Papieża, którym chyba nie udało się przedrzeć do świadomości wiernych przez ostatnie trzydzieści lat:

Kobieta też bezpośrednio „płaci” za to wspólne rodzicielstwo, które o wiele dosłowniej pochłania energie jej ciała i duszy. Trzeba więc, aby mężczyzna był tego w pełni świadom, że w tym wspólnym ich rodzicielstwie zaciąga on szczególny dług wobec kobiety. Żaden program „równouprawnienia” kobiet i mężczyzn nie jest gruntowny, jeśli tego nie uwzględnia w sposób zupełnie zasadniczy.

Karolina wybrała następujący fragment, jako najbardziej poruszający:

Biblijny paradygmat „niewiasty” znajduje swój punkt kulminacyjny w macierzyństwie Bogarodzicy. Słowa Protoewangelii: „Wprowadzę nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę”, znajdują tutaj nowe potwierdzenie. Oto Bóg w Niej, w Jej macierzyńskim fiat („niech mi się stanie”) daje początek Nowego Przymierza z ludzkością. Jest to Przymierze wieczne i ostateczne w Chrystusie, w Jego Ciele i Krwi, w Jego Krzyżu i Zmartwychwstaniu. Właśnie dlatego, że „w ciele i krwi” ma się dokonać to Przymierze, jego początek jest w Rodzicielce. „Syn Najwyższego” tylko dzięki Niej, dzięki Jej dziewiczemu, a zarazem macierzyńskiemu fiat może mówić do Ojca: „utworzyłeś mi ciało... Oto idę, abym spełniał wolę Twoją” (por. Hbr 10,5.7) (p. 19).

Macierzyństwo kobiety zostało wprowadzone w porządek tego Przymierza, jakie Bóg zawarł z człowiekiem w Jezusie Chrystusie. I odtąd za każdym razem, ilekroć macierzyństwo kobiety powtarza się w dziejach człowieka na ziemi, pozostaje ono już na zawsze w relacji do Przymierza, jakie Bóg zawarł z rodzajem ludzkim za pośrednictwem macierzyństwa Bogarodzicy (tamże).

Wyłącznie dzięki macierzyństwu kobiety do grona zbawionych dołączają nowe Dzieci Boże. Wymiar duchowy macierzyństwa jest w liście Papieża podkreślony słowami: "Również macierzyństwo każdej kobiety, pojęte w świetle Ewangelii, nie jest tylko „z ciała i krwi”: wyraża się w nim głębokie „wsłuchanie w słowo Boga żywego” i gotowość „zachowania” tego słowa, które jest „słowem życia wiecznego” (por. J 6,68) (p. 19)". Traktowanie macierzyństwa wyłącznie w kategoriach ciała i fizyczności pozbawia go głębi i swojego zasadniczego sensu. Bycie matką dla wszystkich, a nie tylko swoich własnych dzieci, jest powołaniem każdej kobiety. To przez miłujące serca kobiet Bóg może kochać świat.

Siódmy rozdział poświęcony Kościołowi - Oblubienicy Chrystusa. Rozważania oparte na Liście Św. Pawła do Efezjan wszystkim czytelnikom kojarzą się z rekolekcjami "Oto Oblubieniec". W tym kontekście nasuwało się wiele skojarzeń i znanych sytuacji. Dwa fragmenty nas szczególnie poruszyły:

Odnosi się to do wszystkich w Kościele, do kobiet jak i do mężczyzn, odnosi się oczywiście również do tych, którzy są uczestnikami „kapłaństwa urzędowego”, które ma charakter służebny. W obrębie „wielkiej tajemnicy” Chrystusa i Kościoła wszyscy wezwani są do tego, aby — jako oblubienica — odpowiadać darem swego życia na niewysłowiony dar miłości Chrystusa, który sam jeden jako Odkupiciel świata jest Oblubieńcem Kościoła. W „królewskim kapłaństwie”, które jest powszechne, wyraża się równocześnie dar Oblubienicy. (p. 27).

Jako miłość Boska ma ona charakter „po Bożemu” oblubieńczy nawet wówczas, gdy zostaje wyrażona przez podobieństwo miłości mężczyzny do kobiety. Tą kobietą-oblubienicą jest Izrael jako lud wybrany przez Boga, a wybór ten ma swe wyłączne źródło w bezinteresownej Bożej miłości. Taką właśnie miłością tłumaczy się Przymierze, wyrażane często jako przymierze małżeńskie, które Bóg wciąż na nowo zawiera ze swym wybranym ludem (p.23).

Bezpośrednie porównanie więzi istniejącej między kobietą i mężczyzną do Chrystusa i Kościoła zawsze wywołuje drżenie serca. Jak to możliwe, że mamy udział w tej miłości? Jak to możliwe, że stworzeni na obraz i podobieństwo Boga możemy w naszych ciałach i duszach odnaleźć tą samą miłość, którą kocha Jezus? Oblubieńczy charakter miłości wymyka się naszym opisom i słowom. To najlepszy fragment listu do powolnej kontemplacji.

Podsumowaniem naszej lektury niech będą słowa Agnieszki: "Kościół dziękuje więc za wszystkie kobiety i za każdą z osobna" (to i za mnie (...) za kobiety „dzielne” i za kobiety „słabe” — za wszystkie: tak jak zostały pomyślane przez Boga w całym pięknie i bogactwie ich kobiecości; tak jak zostały objęte przez Jego odwieczną miłość; tak jak — razem z mężczyzną — są pielgrzymami na tej ziemi, która jest doczesną „ojczyzną” ludzi, a niejednokrotnie staje się „łez padołem”; tak jak razem z mężczyzną podejmują wspólną odpowiedzialność za losy ludzkości, według wymagań dnia powszedniego i tych ostatecznych przeznaczeń, które ludzka rodzina znajduje w Bogu samym, w łonie niewypowiedzianej Trójcy" (p. 31). Piękne to podziękowanie. Gdy doczytałam list do końca ...wszystko stało się jasne...na początku listu moją uwagę przykuły słowa: "Czcigodni Bracia, drodzy Synowie i Córki"...a siostry gdzie? - pomyślałam....a tu proszę na samiutkim końcu:  "Wraz z tymi życzeniami, udzielam Apostolskiego Błogosławieństwa wszystkim wiernym, a w szczególny sposób kobietom, siostrom w Chrystusie." (p. 17) ..czy to było zamierzone...nie wiem ale dostarczyło mi dużo Radości".

Wszystkie cytaty pochodzą z tekstu Listu Apostolskiego opublikowanego na stronach opoka.org.pl

 

O godności i powołaniu kobiety.
Agata Mleczko 26 czerwca, 2020
Udostępnij
Archiwizuj
Konferencja JP2M4M